|
To mnie zastanawia za każdym razem... Jak to jest, że kiedy robię mojej kobiecie rozbieraną sesję, czuję się tak, jakbym ją widział pierwszy raz? - to pierwsze pytanie. (chociaż umiem odpowiedzieć na nie i bez Waszej pomocy :lol: )
Drugie pytanie jest takie: Jak to jest :mrgreen: że kiedy udało mi się robić zdjęcia również innym kobietom, one wszystkie zachowywały się prawie podobnie, czyli... potrafiły robić prawie identyczne rzeczy od momentu, kiedy są ubrane do... momentu rozłożenia nóg, kiedy już są rozebrane?
Chodzi mi o to, że:
Kobiety te, potrafią siąść na fotelu w taki sposób... że jest on niby normalny, a jednak do końca nie : )
Że wiedzą, że nawet ubrana stópka wyjęta z trzewiczka jest już podniecająca.
Że, delikatnie odkryta łydka wywołuje dreszcze.
Że już udko okryte, to już w spodniach moich odczuwam „przyjemność"
Kiedy kobiety się rozbierają, to najpierw stają bokiem i delikatnie zdejmują majtki, a później odwracają się tyłem, żeby oglądać ich dupkę, pupkę, zaplecze, kitniaczek kuperek 8-O Ale nie zdejmą majtek do końca, bo przecież muszą teraz odsłonić cycuszki.
I tak kobieta przez obiektywem pozuje po pewnym czasie w samych majtkach i gra ze zdejmowaniem ich zaczyna się znowu.
A potem majtki lądują gdzieś daleko, dziewczyny rozkładają nogi i robią ciekawe pozycje. (Uffff)
I! Kiedy się do nich podchodzi, jak to jest, że one wiedzą, żeby mojego kutasa dotknąć tymi stópkami...
No i może jak zwykle się pogrążam i nie powinienem się nad tym zastanawiać, wszak to może być naturalne. Bo gdy ja chcę pozować, to zawsze kutasa wyciągam z myślą: „Patrz się na niego" Także subtelności nie widzę :twisted:
|